Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Miłosierny samarytanin…

Autor: Tomek 25 stycznia 2010

Nastały czasy, kiedy rodzina często nie stanowi opoki naszego wzrostu duchowego, często zaniedbuje się to, co wydawałoby się nieodłączną częścią życia katolickiej rodziny. Co raz częściej brakuje w nas miłości, takiej prostej, opływającej wprost w czyste intencje. Brakuje w nas miłosierdzia jakiego uczy nas samarytanin w jezusowej przypowieści. (Łk 10,30-37)

Gdyby pochylić się i na chwilę przystanąć nad tą przypowieścią, możemy ujrzeć, że my właśnie często stajemy się typowymi „kapłanami” i „lewitami”, zapatrzeni w sprawy, jak nam się zdaje ważniejsze, Nie zauważamy (lub nie chcemy zauważyć) w naszych środowiskach, w naszym często najbliższym otoczeniu, ludzi cierpiących, czekających na miłosierdzie, pochylenie się. Ludzie skrzywdzeni, czekający na pomoc, leżą „pół umarli”, gdzieś przy drodze naszego życia… jakże często nie mamy dla nich czasu, przechodzimy obojętnie dalej…

Gdzie zdążał ten kapłan i lewita? Zapewne na służbę przy świątyni. Ich powinność spełniają przez całe życie, jest to zapewne czynność, do której są bardzo przywiązani, coś, co przynosi im dochód, z czego się utrzymują. Rzecz nieodłączna. Jest to więc coś, co też nam, dzisiejszym ludziom, często zamyka oczy na drugiego człowieka. Pieniądz, praca, nasze dążenia… a może zakupy, komputer, znajomi, czyli te codzienne przyzwyczajenia, prace, obowiązki… Zamyka oczy, zapominamy, że my MUSIMY wyzwolić się z naszego egoizmu, jeśli chcemy podobać się Bogu. Nie chodzi tu oczywiście o zaniedbanie naszego życia, tego co jest czymś koniecznym do normalnego funkcjonowania i dostatniego życia. Raczej o bezinteresowne niesienie miłości ludziom w potrzebie… No właśnie, ale gdzie w nas taka proste serce pełne miłosierdzia, którego uczy nas Chrystus do naszych bliźnich? Gdzie miłość, którą On sam pokazuje w tajemnicy Krzyża Świętego?

Samarytanin, któremu w zasadzie najprędzej darowalibyśmy obojętność, gdyż jak wiadomo, naród ten żył w sporze z narodem żydowskim, ten właśnie, pochyla się nad pobitym, napadniętym człowiekiem. Jak zaznacza Jezus „[samarytanin] gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko”. Wzruszył się głęboko. A ja? Czy ja czasem często nie patrzę na drugiego człowieka, widzę jego cierpienie… i to mnie „nie rusza”? Przechodzę obojętnie? A może pozostaję tylko na etapie wzruszenia? Bo samarytanin na tym nie przestaje. Opatruje rany, opiekuje się, zanosi do gospody, płaci za utrzymanie i opiekę dla tego skrzywdzonego człowieka. Poświęca się dla niego nawet materialnie. Człowiek całkowicie mu obcy… a takie poświęcenie… Jak jest ze mną? Czy ja, człowiek deklarujący się jako chrześcijanin, jestem gotów do takiego poświęcenia? Czy ja potrafię wyzbyć się wszelkiego egoizmu, zaspokajanie wyłącznie swoich potrzeb, dążenia do celu kosztem innych?

Nie chcę głosić kazań, uprawiać moralizatorstwa, wytykać wam waszych słabości, bo nie wiem, jak wy postępujecie. Pragnę jednak tylko zwrócić uwagę na ten fragment, który jakoś mnie osobiście poruszył. Poruszył i ukazał jak wiele we mnie obojętności, jak wiele we mnie zatwardziałości serca wciąż…

Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno [czynię]: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie. (Flp 3, 13-14)

Komentarze (1) do wpisu “Miłosierny samarytanin…”

  1. Monika M.. 25 stycznia 2010 o 17:03

    Czyżby Tomasz wrócił do pisania na dłużej?? :) Oby tak, bo mądrze pisze :) Niestety, w dzisiejszym społeczeństwie ważniejszym źródłem etyki i moralności są porzekadła, aniżeli Pismo Święte. Teraz, żadna przypowieść nie przyćmi blasku chwały stwierdzenia, że “nic nie ma za darmo” i, że “każdy kto prosi o pieniądze, wykorzysta je na alkohol”. Teraz dzieci mówią “kocham”, kiedy czegoś chcą, a partnerzy dopiero wtedy, gdy coś przeskrobią i chcą załagodzić konflikt. Dziś, na dzisiejszy świat nie ma synonimu słowa kocham dostosowanego do dzisiejszego świata, bo oczywiście miłuję to tak, jakbyśmy byli zakonnicą albo księdzem, a kocham jest zbyt obcesowym słowem. Niestety. Cieszę się, że są tacy ludzie jak Ty, którzy to zauważają. ;) Pozdrawiam. Odezwij się czasem na gg ;)

Adres trackback | RSS komentarzy

Zostaw komentarz